Łukasz Bąk

adwokat

Doradztwem prawnym zajmuję się od 2007 r. Jestem pełnomocnikiem w sprawach cywilnych i gospodarczych, opiniuję i piszę umowy, doradzam w bieżącej działalności firm, czasem także bywam obrońcą w procesach karnych.
[Więcej >>>]

Zgłoś problem w przetargu elektronicznym

„Zasady użytkowania lasu” są jednym z tematów, którym Rafał Jajor poświęcił wstępniak w lutowej Gazecie Leśnej. Redaktor naczelny pozytywnie ocenia treść nowego dokumentu, jednak wyraża obawy o gwarancje jego stosowania. Rafał Jajor zwraca uwagę na zaledwie ramowy charakter „Zasad” z niepokojem zakładając, że to za mało, aby mieć pewność wykorzystania dla dobra branży.

Drogi Rafale, chciałbym Cię nieco uspokoić. Patrzę bowiem na „Zasady użytkowania lasu” z perspektywy problemów wybranych wykonawców i uważam, że dokument w sytuacjach krytycznych może okazać się naprawdę użyteczny.

Zastrzegam: mówiąc o „sytuacjach krytycznych” mam niestety na myśli takie, których nie da się rozwiązać ugodowo i do których trzeba zaangażować sąd. Innymi słowy, oceniam „Zasady użytkowania lasu” z perspektywy ich egzekwowalności i wpływu na interpretację umowy. I tu właśnie nawet „miękkie” zapisy bywają niezwykle ważne.

Skorzystamy z nich, kiedy będziemy poszukiwali odpowiedzi na pytanie jaki cel miały osiągnąć konkretne klauzule umowne. Dzięki „Zasadom” ustalimy, czy w danym przypadku umowa została prawidłowo wykonana (np.: czy przyczyny opóźnienia realizacji zleceń leżą rzeczywiście po stronie wykonawcy). Prawnicy nazywają to fachowo wykładnią celowościową.

Oto przykład poparty cytatem z  omawianego dokumentu:

„W dobie zmieniającego się rynku pracy, tj. przy malejącej liczbie robotników leśnych (…) oraz przy rosnącym zastosowaniu maszynowych technologii leśnych, to na pracownikach Lasów Państwowych (…) spoczywa obowiązek efektywnego stosowania nowoczesnych środków technicznych (…). Wyzwaniem najbliższych lat jest niewątpliwie blokowe planowanie i wykonywanie prac z zakresu użytkowania lasu. Szczególnie poprzez dobrą organizację pracy (…) możliwe jest uzyskiwanie większej efektywności ekonomicznej.”

Każdy, kto zna umowę na usługi leśne wie, że zamawiający ma pełnie praw organizacji pracy wykonawcy. Czy powyższego, miękkiego zapisu nie można  wykorzystać przeciwko zamawiającemu, który rozdrobnionymi, nieregularnymi zleceniami utrudniał terminowe usługi? Ależ oczywiście, że tak! W takiej sytuacji „Zasady” będą regułą interpretacyjną wzajemnej współpracy, szczegółowo scharakteryzowanej w umowie.

Redaktor naczelny słusznie podkreśla, że „Zasady użytkowania lasu” przyznają nadleśniczemu prawo podejmowania „indywidualnych” decyzji modyfikujących treść wytycznych. Uwaga: może to mieć jednak miejsce w „uzasadnionych przypadkach”. Na gruncie konkretnego sporu sąd oceni, czy działanie zamawiającego było przypadkiem „uzasadnionym”. Tym samym zmusimy silniejszą stronę do wytłumaczenia się z podjętych decyzji. Rezultat procesu może zależeć od tego, na ile tłumaczenia będą przekonujące.

Kolejny fragment z par. 11. 7.:

„Przeznaczenie drzewostanów do pozyskania maszynowego uzależnić należy od lokalnych warunków terenowych oraz cech drzewostanów (…)”.

Także zatem w tym przypadku odmowa zastosowania bardziej wydanej technologii (pomimo wielokrotnych, pisemnych wniosków wykonawcy) będzie oceniana z perspektywy kryteriów, których wystąpienie udowodni zamawiający. Jeżeli nie udowodni, tym gorzej dla niego.

Sceptycyzm Rafała Jajora w odniesieniu do „Zasad użytkowania lasu” jest w rezultacie częściowo uzasadniony. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, aby posiłkować się treścią dokumentu walcząc o słuszne i uczciwe wykonywanie umowy przez silniejszego partnera.

***

Po dłuższej przerwie udało mi się wrócić do produkcji firmowego trunku. Produkt niemal gotowy do wysyłki:

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Ten nieco przesadny tytuł ma pokazać, jak w miarę upływu czasu następują zmiany wzoru umowy na usługi leśne.

Ostatnio, celem przygotowania projektu umowy podwykonawczej, zajrzałem do dokumentacji zamawiającego. Porównałem wzór umowy z kilkoma innymi z bardziej odległej przeszłości. Okazało się, że szablon, w tym także w kluczowych fragmentach, ulega ciągłym modyfikacjom.

Ktoś spośród moich Klientów wspomniał, że kiedyś umowa na usługi leśne liczyła kilka kartek. To pieśń przeszłości – dokument, który mam przed sobą to 22 strony tekstu.

***

Wśród klauzul odnoszących się do zleceń jest zapis, który przykuł moją uwagę.

Jeżeli pomimo przyjęcia zlecenia wykonawca nie wykonał prac w terminie, w szczególności gdy wykonanie po terminie utraciło znaczenie z punktu widzenia interesu zamawiającego, zamawiający może odwołać zlecenie.

Taka sytuacja jest nazwana „odwołaniem zlecenia z winy wykonawcy”. Dodajmy, że słowa „w szczególności” oznaczają (rozumie to nie tylko prawnik) zaledwie jeden z przykładów skutków opóźnienia. Innymi słowy, odwołanie zlecenia nie musi mieć miejsca tylko wtedy, kiedy dalsza jego realizacja utraciła sens. Może mieć miejsce w zasadzie w każdym przypadku opóźnienia.

Idźmy dalej. Umowa na usługi leśne w końcowej części reguluje uprawnienia do przedterminowego rozwiązania. Nadleśnictwo dysponuje takim prawem m.in. z powodu dwukrotnego przypadku odwołania zlecenia z winy wykonawcy.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wystarczą jednodniowe opóźnienia w dwóch zleceniach, a otwiera się po stronie zamawiającego furtka do przedwczesnej rezygnacji z umowy. To dość surowa konsekwencja zważywszy, że prawo do wystawiania zleceń i regulowania ich „objętości” jest niezmiernie szerokie.

Warto, abyś miał tego świadomość za każdym razem, kiedy popadasz w tarapaty z terminowym wykonaniem usług.

***

W przeszłości klauzule umożliwiające wcześniejsze rozwiązywanie umów przez Nadleśnictwa były niedopracowane. Zdarzało się, że z powodu ich niedoskonałości zamawiający miał trudność w obronie oświadczenia o odstąpieniu (przypomnij sobie ten wpis o głośnej w branży leśnej sprawie sądowej). Rozumiem zatem ciągłe dążenie do precyzji i doskonałości.

Z drugiej strony mam smutną refleksję, że pozycja monopolisty w miarę upływu czasu ulega ciągłemu wzmacnianiu. ZUL musi coraz bardziej liczyć nie tyle na samą treść podpisanych dokumentów, co na ich rozsądne i uczciwe stosowanie przez silniejszego kontrahenta.

W problematycznych sytuacjach pozostaje tylko liczyć na bezstronny sąd (w obronie którego skądinąd niedawno brałem udział w głośnym „Marszu Tysiąca Tóg„).

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Pytanie zawarte w tytule wpisu jest na gruncie branży leśnej bardzo doniosłe. Konsorcja to bowiem chleb powszedni w przetargach w Nadleśnictwach. W gronie partnerów wspólnie składających ofertę znajdzie się ktoś (zwykle lider konsorcjum), kto ma ją wysłać i złożyć, a czasem nawet podpisać. Co będzie, jeżeli zrobi to niepoprawnie?

Scenariusz jest następujący.

Wpadka lidera

W przetargu startuje konsorcjum złożone z trzech firm. Panie i Panowie najpierw ustalają reguły przyszłej współpracy – kto, które leśnictwo będzie obsługiwał. Następnie uzgadniają, która z osób wyśle ofertę i że będzie to lider. Lider konsorcjum musi zatem, po zebraniu wszystkich dokumentów, podpisać formularz ofertowy i w terminie nadać go do zamawiającego.

Przyjmijmy, że komunikacja z Nadleśnictwem odbywa się za pośrednictwem miniportalu. Celowo wskazuję tę metodę, bowiem, jak już pisałem, generuje ona wpadki po stronie oferentów.

W dniu otwarcia okazuje się, że Nadleśnictwo nie może otworzyć oferty albo załączono do niej nieprawidłowy plik (np. w ogóle nie podpisany). Mówimy tutaj o wadzie nie podlegające korekcie. Na skutek niefortunnego zdarzenia kilka firm traci możliwość zarobku.

Ten, kto przez najbliższe miesiące będzie ledwo wiązał koniec z końcem zastanawia się, czy obciążyć winą lidera za swoje straty. Wątpliwości są o tyle uzasadnione, że w grę wchodzi utrata znacznych dochodów.

Odpowiedzialność lidera

Jeżeli ustalenia stron były takie, że lider konsorcjum dokonuje wysyłki ofert i jeżeli ta wysyłka okazuje się być przeprowadzona nieprawidłowo, lider poniesie za to odpowiedzialność odszkodowawczą. Jej podstawą będzie albo:

  • umowa konsorcjum albo
  • przepisy kodeksu cywilnego o tzw. czynach niedozwolonych.

Ta pierwsza polega na tym, że każdy kto nienależycie wykonuje zawartą umowę, pokrywa szkody z tego wynikające. Ta druga polega na tym, że kto z winy swojej wyrządzi drugiemu szkodę, zobowiązany jest do jej naprawienia, niezależnie od tego, czy istniała między nimi umowa.

Wina polega na tym, że lider konsorcjum nie dochował staranności, zaniedbał sprawdzenia plików lub zastosowania się do instrukcji miniportalu. W ten sposób wywołał uszczerbek po stronie swoich partnerów. Mówimy tu rzecz jasna o przypadku, w którym nieotwarta oferta miałaby okazać się najkorzystniejsza. To akurat nie jest trudne do udowodnienia.

Pociągnięcie lidera do odpowiedzialności powinna ułatwić dobrze skrojona umowa konsorcjum. Najlepiej zawrzeć ją przed złożeniem ofert. Polecam zadbać o ten dokument – patrz wpis z początku listopada.

Zastanowiłbym się także, czy nie należałoby jeszcze zaskarżyć do KIO decyzji o odrzuceniu nieotwartej oferty. Jeżeli pechowe konsorcjum przegrałoby sprawę, wyrok KIO byłby dowodem podjęcia nieudanych starań o uratowanie zamówienia, potwierdzających stratę po stronie wykonawców.

Wszystkim liderom składającym oferty zalecam szczególną staranność!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Tuż po Nowym Roku przywitał mnie nowy numer Gazety Leśnej. Okazało się, że setny!

Nie pozostaje w tej sytuacji nic innego, jak winszować redakcji! Z uznaniem przyglądam się rozwojowi miesięcznika od kilku lat i uważam, że klucz ich sukcesu tkwi w tym, że Rafał Jajor i jego ekipa stanowią po prostu dobry, profesjonalny i zgrany zespół, konsekwentnie dążący do jasno wyznaczonych celów! W zasadzie z tych wzorców mogą czerpać wszyscy, w tym także właściciele firm leśnych.

Serdecznie gratuluję jubileuszu!

Postanowiłem sięgnąć pamięcią i na podstawie archiwów własnego komputera ustaliłem, że swój pierwszy artykuł do Gazety napisałem w październiku 2013r. Kiedy dokładnie został opublikowany, tego nie pamiętam, ale zapewne niedługo potem. Okazuje się, że współpraca trwa już zatem ładnych kilka lat (byłem wtedy dużo młodszy), z czego jestem bardzo dumny.

***

W styczniowym numerze Gazety ukazał się tekst mojego autorstwa, w którym pokusiłem się o krótkie porównanie dwóch wybranych narzędzi wykorzystywanych do prowadzenia elektronicznych przetargów leśnych. Od czasu przygotowania tego tekstu upłynęło kilka tygodni, podczas których miałem okazję dodatkowo testować w szczególności platformę zakupową. Przekonałem się, że jest to narzędzie przejrzyste i naprawdę funkcjonalne. Dodatkowo dowiedziałem się, że jest stosowane np. w niektórych Nadleśnictwach dyrekcji lubelskiej. Nie bardzo skądinąd rozumiem, jaki jest powód zróżnicowania platform do elektronicznych przetargów nawet w ramach tych samych dyrekcji.

Podobne właściwości jak platforma zakupowa ma także „jozephine”, o której kiedyś pisałem na portalu firmylesne.pl. Tam również w miarę łatwo jest zidentyfikować poszukiwane postępowanie przetargowe, wysłać ofertę, a potem także korespondować z zamawiającym. W „jozephine” wszystko wygląda podobnie jak w „platformie”. Szyfrowanie oferty nie wymaga, w przeciwieństwie do miniportalu, instalowania dodatkowego oprogramowania.

***

W swoim poprzednim wpisie zwracałem się z prośbą o zwrotną informację o tym, jak wedle wykonawców funkcjonuje miniportal UZP. Dzisiaj dostałem jeszcze w tej sprawie e-mail od p. Jana (któremu dziękuję). Akurat Pan Jan nie skarży się na portal Urzędu Zamówień Publicznych.

Ja jednak uważam, że miniportal nie sprawdza się na tle konkurencyjnych, komercyjnych narzędzi. Nie dalej jak w okolicach świąt otrzymałem informację o kolejnym przetargu, gdzie podczas składania ofert doszło do jakiejś niefortunnej omyłki, która spowodowała, że plik nie otworzył się w Nadleśnictwie.

Oczywiście można rzec, że wykonawca powinien dochować staranności i zadbać o uniknięcie jakichkolwiek błędów. Odpowiem w ten sposób – zamawiający powinien zapewnić oferentom takie instrumenty, aby ryzyko nieopatrznych kiksów było jak najmniejsze.

***

Z okazji 2020 roku życzę czytelnikom bloga:

  • jak najwyższych stawek za usługi leśne;
  • jak najniższych kar umownych;
  • możliwie najbardziej czytelnych i zrozumiałych specyfikacji i wzorów umów;
  • przewidywalnego orzecznictwa KIO (o tym ciekawy wpis już wkrótce);
  • jak najzdrowszej konkurencji pomiędzy firmami leśnymi!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl

Chciałbym, aby ten wpis był inny od pozostałych, tj. aby pomogli przygotować go czytelnicy.

Otrzymuję zgłoszenia od różnych osób, że pojawiają się problemy z miniportalem używanym w przetargach na usługi leśne. Jest co najmniej kilku oferentów, których pliki z ofertami po prostu nie otworzyły się podczas sesji otwarcia ofert.

Nie przesądzam, jaka była przyczyna. Niezależnie od tego, czy pomylił się oferent (np. dwukrotnie szyfrując pliki z ofertą) lub zawiódł system, może się okazać, że miniportal po prostu nie jest dostatecznie funkcjonalny.

Zgodzimy się bowiem co do tego, że narzędzie służące elektronicznym przetargom powinno być tak skonstruowane, aby jak najmniej trudności sprawiało wykonawcom i w jak najmniejszym stopniu narażało ich na niepotrzebne problemy.

Jeżeli zatem masz jakieś informacje ze swojego lub sąsiedniego przetargu w powyższej sprawie, proszę o krótki komentarz pod tym wpisem.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 609 666 103e-mail: lukasz.bak@jaskot-bak.pl