Łukasz Bąk

adwokat

Doradztwem prawnym zajmuję się od 2007 r. Jestem pełnomocnikiem w sprawach cywilnych i gospodarczych, opiniuję i piszę umowy, doradzam w bieżącej działalności firm, czasem także bywam obrońcą w procesach karnych.
[Więcej >>>]

Zgłoś problem w przetargu elektronicznym

Rafał Jajor i jego załoga nadal publikują moje teksty w najlepszym, branżowym miesięczniku w Polsce, czyli Gazecie Leśnej. Jestem im za to bardzo wdzięczny i niniejszym, na łamach bloga, składam podziękowania!

Redakcja robi to pomimo, że mam nagminne problemy z terminowym dostarczaniem artykułów. To jest tak jak z większością prawników, którzy w ostatnim dniu na wniesienie odwołania, przyspieszonym krokiem i niemal na bezdechu wędrują nocą na pocztę główną w Warszawie, aby tuż przed godz. 24.00 nadać list do sądu (liczy się data stempla pocztowego). Warto wybrać się czasem przed północą w to miejsce, aby spotkać znajomych z palestry 🙂

Póki Gazeta akceptuje moje wybryki, zachęcam do lektury! Do mnie kolejne egzemplarze trafiają na samym początku miesiąca, więc Ty także już swój, sierpniowy numer, powinnaś/powinieneś dawno mieć. Jeżeli nie, daj proszę znać, użyję osobistej znajomości z redaktorem naczelnym, aby zagubiona przesyłka w końcu dotarła.

W tej edycji ukazał się kolejny już tekst mówiący o rozliczeniach na linii Nadleśnictwo – wykonawca – podwykonawca. Tym razem z perspektywy problemów finansowych firmy, która jest w środku łańcucha rozliczeń, czyli wykonawcy.

Tych, którzy doświadczają zawirowań w płynności finansowej na rynku usług leśnych, uprzejmie zachęcam do lektury.

***

Z wakacji – w obiektywie Małżonki:

Mój poprzedni wpis przyniósł taki efekt, że w przerwie od plażowania odbyłem dwa spotkania na Pomorzu. Obydwa z właścicielkami i właścicielami firm leśnych.

Świetni ludzie, których przedsiębiorczość i pracowitość jest godna szacunku i naśladowania! Takie rozmowy pozwalają adwokatowi lepiej poznać arkana branży, a w efekcie – udzielić skutecznej pomocy prawnej. Dla prawnika to bezcenne doświadczenie.

***

Podczas jednej z pogawędek pojawił się wątek, z którym w ostatnich miesiącach dzwoniło do mnie wiele osób z różnych zakątków kraju. Chodzi o pozacenowe kryteria oceny ofert i ich egzekwowanie na etapie realizacji umów.

To nie pierwszy raz, gdy poruszam temat na blogu. Dowodem na kontrowersje w tym zakresie jest także list czytelnika Gazety Leśnej opublikowany w jej czerwcowym wydaniu.

W toku wspomnianej rozmowy przy kawie zastanawialiśmy się nad przypadkami fikcyjnego zatrudniania operatorów. Chodzi o to, że wykonawca podpisuje z pracownikiem umowę na 1/8 etatu, zgłasza tę osobę do Nadleśnictwa i w ten sposób deklaruje spełnianie obowiązku samodzielnego wykonania. ZUL twierdzi, że ten pracownik jest osobą zaangażowaną w prace objęte pozacenowym kryterium.

Wszyscy wokoło wiedzą, że to fikcja, ale jak to udowodnić?

***

Jednym ze sposób, który przyszedł mi do głowy jest proste działanie. Znając wydajność pracy harwestera wystarczy porównać liczbę przepracowanych na „etacie” godzin z liczbą pozyskanych kubików.

Nie ma cudów. Choćby doświadczenie operatora sięgało czasów, kiedy harwesterów jeszcze nie było, 5 h tygodniowo nie wystarczy na wykończenie wybranej pozycji zlecenia.

Podobne wyliczenia dałoby się przeprowadzić w odniesieniu do prac ręcznych.

***

W oparciu o takie działania można domagać się od zamawiającego konsekwentnej egzekucji umowy, tj. w ostateczności – obciążenia nieuczciwego konkurenta karami.

Dane o przebiegu wykonania zleceń powinny być przekazane na zasadzie dostępu do informacji publicznej.

A więc – do dzieła!

***

Z letniej galerii Żony:

Przez najbliższy ok. tydzień czasu będę przebywał na Pomorzu Środkowym, a konkretnie w Koszalinie, moim rodzinnym mieście.

Ten region jest zagłębiem usług leśnych. Jeżeli zatem prowadzisz swoją firmę gdzieś w okolicy (powiedzmy do ok. 150 km) i potrzebujesz pomocy prawnej w zawodowych sprawach, jestem do dyspozycji.

Nawet gdy nie masz żadnych konkretnych spraw do omówienia, chętnie skorzystam z zaproszenia na kawę 🙂

Zadzwoń proszę pod mój numer telefonu 609 666 103 i zaproponuj termin oraz miejsce spotkania.

Będzie mi bardzo miło zobaczyć się z Tobą osobiście, tym bardziej, że na co dzień, prowadząc kancelarię w Warszawie, z Klientami z branży komunikuję się głównie telefonicznie i mailowo.

Do zobaczenia!

***

Z wakacyjnej galerii Żony:

Wykonanie zastępcze – co mówi kodeks

Wykonanie zastępcze to nie jest temat znany tylko z umów z Nadleśnictwami. Taką procedurę przewiduje kodeks cywilny. W kodeksowym przypadku wygląda to jednak w sposób bardziej skomplikowany niż w usługach leśnych. Ustawa przewiduje, że w razie zwłoki zlecający może zwrócić się do sądu o zgodę na wykonanie pracy na koszt tego, kto się opóźnia. Działanie bez zgody sądu jest możliwe tylko „w wypadkach nagłych”. Przy dynamice współpracy oraz tempie procedowania w sądach „wypadki nagłe” będą chyba częstsze niż „nienagłe”.

Wykonanie zastępcze – co mówi umowa z Nadleśnictwem

Lasy Państwowe przewidują mechanizm wykonania zastępczego wprost w umowie. Nie trzeba wtedy sięgać po pozwolenie sądowe. Wystarczy po prostu znaleźć innego wykonawcę. Pojawia się jednak pytanie, czy element „nagłości” nie ma żadnego znaczenia przy zastąpieniu dotychczasowej firmy leśnej inną.

Skąd w ogóle takie rozważania?

Wykonanie zastępcze jest wyjątkiem od reguły – tak powinno się każdorazowo podchodzić do jego stosowania.

Reguła polega na tym, iż umowa wiąże zamawiającego z danym wykonawcą. Wykonawca ma obowiązek realizować prace. Zamawiający ma obowiązek zlecać prace. Wszystko, co wybiega poza ten schemat wymaga ostrożności w stosowaniu.

Zasada ostrożności nie zniknie także wtedy, gdy wykonawca zawinił i spóźnił się z przyjęciem zlecenia. Podstawienie innego ZUL-a powinno mieć miejsce bowiem wtedy, gdy:

  • wykonawca nie podjął zleconych prac;
  • wykonawca nie zgłasza gotowości do ich podjęcia (niezależnie od przyczyny);
  • prace muszą być przeprowadzone bez oczekiwania na gotowość wykonawcy. Takim przykładem mogłyby być choćby koszenia, wymagające pilnego podjęcia w okresie najbardziej intensywnego wzrostu roślinności. Strata w przyroście sadzonek może mieć znaczenie z punktu widzenia gospodarki leśnej.

Jeżeli jednak czynność nie jest nagła, a wykonawca, mimo spóźnienia, deklaruje gotowość natychmiastowego podjęcia prac i nic nie wskazuje, aby nie dał sobie rady, wykonanie zastępcze uznałbym za nadużycie prawa. Co bowiem uzasadnia odmowa ponownego przekazania zlecenia dotychczasowemu ZUL-owi i co najmniej kilkudniowe procedowanie ze znalezieniem zastępcy?

Jestem skądinąd ciekawy, czy takie Nadleśnictwo będzie w stanie wykazać konieczność powierzeniach zamówienia z wolnej ręki, bo przecież tylko tak jest możliwe szybkie zawarcie umowy z zastępcą. Jeżeli argumentem na rzecz  uproszczonej procedury przetargowej jest nagła konieczność, to dlaczego prac nie powierzyć temu, który cały czas jest w pogotowiu?

Kiedy ZUL nie musi zmagać się z problemami przetargowymi, bo swój pakiet wygrał, zaczyna się potyczka o kary umowne.

Większość firm leśnych to wzorowi wykonawcy, których kary nie dotykają ;). Niektórym jednak zapewne zdarzyło się odebrać „sympatyczny” e-mail z Nadleśnictwa z notą obciążeniową. Wszakże umowy o zamówienia publiczne to kopalnia przypadków obarczonych karami (patrz słynny paragraf 13 wzoru umowy).

Ostatnio zetknąłem się z sytuacją, w której taka „wiadomość – niespodzianka” trafiła do jednego z wykonawców. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że oprócz numerów zleceń wymienionych w nocie księgowej, zabrało jakichkolwiek innych, szczegółowych informacji za co dopłacać ma firma leśna.

Kara umowna to zobowiązanie pieniężne. Oczywistym prawem wykonawcy jest umożliwienie mu zweryfikowania choćby samego sposobu kalkulacji kwoty. Z praktyki znam przypadki, w których zamawiający popełniał rażące błędy przy wyliczaniu kary. Kwota stopniowo zmniejszała się wskutek kolejnych, matematycznych i księgowych interwencji wykonawcy. Ryzyko pomyłek jest tym większe, im więcej, choćby najdrobniejszych kar, obejmuje nota księgowa.

Za praktykę godną krytyki uważam zatem przesyłanie przez Nadleśnictwo samej noty, bez choćby minimalnej próby wyjaśnienia skąd wzięła się dodatkowa kwota. Nie dotyczy to oczywiście sytuacji, w której obciążenie karą sprowadza się do wymiaru zryczałtowanej sumy, np. za wykrycie przypadku zastosowania oleju innego niż biodegradowalny. Wtedy niczego nie trzeba specjalnie liczyć.

Co innego, kiedy firma leśna ma dopłacić za wielokrotne opóźnienia w wykonaniu poszczególnych prac, np. pozyskania. W takiej sytuacji istotne jest chociażby to, ile drewna zostało odebrane do ostatniego dnia terminu ze zlecenia. Karę oblicza się wszakże „powykonawczo”, a zatem tylko w odniesieniu do brakującej różnicy.

Wniosek z tego wpisu jest następujący: jeżeli otrzymałeś notę obciążającą Ciebie karą umowną, domagaj się szczegółowych wyjaśnień.

Dla przypomnienia: wpis o karach umownych ku pokrzepieniu ZUL-owskich serc.